| | | |
Początek znajduje się na samym dole, na ostatniej stronie
| | | | |
| | | |
Zainteresowania : teologia, spirytyzm, nekromancja, okultyzm, chiromancja, grafologia, zjawiskami paranormalnymi, książkami, muzyką i szkicowaniem Ulubione powiedzenie/przysłowie: ,,Religie są jakoś skąpe w udzielaniu odpowiedzi na pytanie, które uwielbiam: co, u diabła, robił Pan Bóg przed stworzeniem świata?" O mnie: Jestem inteligenta, skryta i cicha. Spokojna póki mnie ktoś nie wkurzy. Moim ideałem jest główny bochater mojej książki. Kocham poską muzykę.
| | | | |
|
| | | |
2008-07-06 17:40
Lucyfer przemknął przez drogę prowadzącą do domu Jahwe. Zatrzymał się przy uchylonych drzwiach jego sypialni. Jego i Maryji. Spojrzał na jej nagie ramiona i twarz zastygłą w sennym marzeniu. Ale zaraz natrafił spojrzeniem na Jahwe i rozwścieczony cofną się od drzwi. Nie miał ochoty czekać na archaniołów i przyglądać się Bezebubowi. Był po prostu zmęczony. Nie spał od ładnych paru tygodni. Niemógł sobie na to pozwolić. Zaraz Jahwe wstanie i tradycyjnie ruszy do pokoju najmłodszej córki aby spojrzeć na łóżeczko dziecięce i zabawki, których zapewne nigdy nie ujrzy następczyni tronu niebios. Uroni jedną abo dwie łzy, wróci do Maryji, pocałujeją w policzek a potem zniknie i dopóty wszyscy nie powracają do swoich pokoi nie pojawi się ponownie. Jego archaniołowie nawet go nie widzieli. ,,Może to i dobrze" - pomyślał Lucyfer zdając sobie wyśmienicie sprawę, z tego, że osłabia to wojowników Jahwe. Osłabia ich opór wobec niego. Przemknął się do pokoju Ksiry i opadł na posadzkę w kącie. Miał dość. Był wykończony. Psychicznie i fizycznie. Ciągle był wściekł widząc szczęście znienawidzonego boga miłości i marnował mnóstwo energi, na nieustanne używanie zaklęcia niewidzialności. Męczył go też czarny płaszcz, który na wszelki wypadek cały czas miał na sobie. Zerknął w stronę drzwi. Słyszał kroki Jahwe. zaraz zobaczy jego znienawidzoną twarz. jahwe wszedł do środka i spojrzał w stronę Lucyfera nieświadom jego obecności. Nawet nie spodziewał się tutaj swego najgorszego wroga. jahwe wyjrzał przez okno. nie uśmiechał się. Westchnął głośno ocierając łzy tęsknoty i wyszedł. Lucyfer niemiał siły dźwignąć się na nogi i wyjść jak to zawsze robił. Nie chciał wracać teraz do piekieł, żeby się zregenerować, bo po pierwsze nie chciał stracić tych kilku miesięcy obserwacji i zaufania Bezebuba, a po drugie nie chciał znów patrzec na popiół i ogień w stęchłym, dusznym krajobrazie piekieł.
Napisz komentarz
Nie ma jeszcze komentarzy do tej notki. Dopisz się jako pierwszy.
| | | | |
|
|