| | | |
Początek znajduje się na samym dole, na ostatniej stronie
| | | | |
| | | |
Zainteresowania : teologia, spirytyzm, nekromancja, okultyzm, chiromancja, grafologia, zjawiskami paranormalnymi, książkami, muzyką i szkicowaniem Ulubione powiedzenie/przysłowie: ,,Religie są jakoś skąpe w udzielaniu odpowiedzi na pytanie, które uwielbiam: co, u diabła, robił Pan Bóg przed stworzeniem świata?" O mnie: Jestem inteligenta, skryta i cicha. Spokojna póki mnie ktoś nie wkurzy. Moim ideałem jest główny bochater mojej książki. Kocham poską muzykę.
| | | | |
|
| | | |
2008-07-06 17:45
- Rozetonii - mruknął. Wino zawrzało i kieliszek napełnił się jamboxsem [czyt. dżamboks]. Najsilniejszym alkocholem we wszechświecie. Zawachał się. Nie wiedział jaką moc ma jamoxs. Wolno uniósł kieliszek do ust zważajc aby nie wylać ani kropli z przepełnionego naczynia. Pociągnął duży łyk i natychmiast odstawił kieliszek. Wstrząsnął się. Czuł, że zbyt długo nie pił mocniejszych trunków. Jak wtedy, gdy Tiramis podał mu taki alkochol. Płuca nie pracowały, gardło zacisneło mu się zbyt mocno, głos uwiązł w krtani, a całym ciałem zatrząsły dreszcze. Złapał za blat stolika nocnego a drugą oparł o skraj krzesła , uporczywie próbując złapać oddech. Jamboxs był stanowczo za mocny. Jednakże spełnił swoje zadanie. Oczyścił mu umysł, otrzeźwił sposób postrzegania świata i na chwilę przywrócił mu pełnię sprawności. Dzień minął tak szybko, że nawet tego nie zauważył.Belzebub pojawił się zaraz po zmroku. - Pozwolisz, że najpierw coś zrobię? - zapytał Lucyfer i spojrzał na swój kieliszek, pełen jamboxsu. - Oczywiście, ale co? - zadał pytanie zdezorientowany Belzebub. Lucyfer sięgnął po alkochol i pociągnął łyk. wiedział dobrze, że zaraz nastąbi rozstrojenie jego nerwów. Każdy mięsień napiął się do granic możliwości. Organy przestały pracować. Z trudem złapał powietrze. Cały czas uważał, aby kaptur przypadkiem nie zsunął się z jego głowy. - Nic Ci nie jest Lucyferze? - wyszeptał z niepokojem Belzebub szybko stając przy nim. - Nie nic - wychrypił ledwo słyszalnym głosem bóg wojny. zacisnął powieki czujac jak wracają mu zaostrzone zmysły. - Co ty wypiłeś? to raczej nie była woda - rzucił zaniepokojony archanioł wąchając kieliszek. - Nie. To nie była woda. Coś czystszego. Łyknij. Wyostrzy Ci zmysły. No już - zachęcił Belzebuba. - A-ale ale jak to ? - szepnał z przerażeniem. - Pij! Tyloko łk. Więcej Ci nie potrzeba - rozkazał Lucyfer groźnie. Belzebub upił łyk z kieliszka i szybko go odstawił. Napręężył wszystkie mięśnie. Upadł na posadzkę próbują złapać oddech. Archanioł dusił się przez chwilę. zacisnął powieki z pod, których popłyneły łzy. Dopier wtedy Lucyfer wstał i pomógł mu się podniść. Wolno odgarnął włoy z twarzy umiławanego Jahwe. Otarł łzy Belzebuba kawałkiem swego płaszcza.
Napisz komentarz
Nie ma jeszcze komentarzy do tej notki. Dopisz się jako pierwszy.
| | | | |
|
|